Uważaj na ciasteczka!
Tutaj korzysta się z ciasteczek. Jeśli nie wiesz o co chodzi, kliknij i przeczytaj!

Dziesiątka moich odkryć wśród aplikacji na telefony z systemem Android to subiektywna lista pomysłów, które mnie najbardziej zaskoczyły lub okazały się najbardziej przydatne. Często są to programy rozwijane od lat, ale w 2016 r. otrzymały nowe i dla mnie bardzo przydatne funkcje. Ciekaw jestem jak wygląda Twoja lista Top10?

W podróży
Pierwsza grupa aplikacji dotyczy przemieszczania się. Telefon komórkowy staje się dla mnie przy poruszaniu się poza domem nieodzownym narzędziem. Korzystam z niego zarówno, gdy jadę autobusem (kupuję bilet przez Mobilet), wypożyczam rower miejski (My Nextbike), płacę za parking czy pociąg (Skycash), ale i w wielu innych sytuacjach w podróży.
Uber

Od maja zaczął działać na Śląsku, więc korzystanie z serwisu mogłem przetestować w bardziej codziennym użytkowaniu niż wcześniej w Warszawie czy Gdyni. Pod koniec roku wygląd aplikacji mocno się zmienił i w moim odczuciu skomplikował (np. po co mi informacjami, ile kierowców pyta aplikacja czy mogą mnie odebrać?).

Sama aplikacja jest na pierwszym miejscu ze względu na wizję, która przyświeca firmie. Dzielenie się jest według mnie dobre i pozwala zmniejszyć ruch uliczny. Prawdziwa rewolucja pojawi się, gdy na drogi wyjadą pojazdy autonomiczne. Czekam na to niecierpliwie.

Android Auto

Aplikacja nie jest jeszcze dostępne w polskim sklepie Google Play, więc trzeba radzić sobie wersjami apk (np. goo.gl/Or866k). Sam pomysł to tak naprawdę interfejs telefonu, dostosowany do ograniczonych możliwości percepcji kierowcy. Uproszczony do minimum wygląd ekranu startowego – pogoda, odtwarzacz muzyczny, nawigacja i ewentualnie nieodebrane połączenia.

Po skonfigurowaniu z systemem Bluetooth samochodu, telefon sam może się przełączać w ten tryb. Działa komenda “Ok, Google”, więc można wyznaczać cel podróży czy dzwonić wydając polecenia głosowe.

Google bije tu zainstalowany w moim samochodzie system Uconnect z rozpoznawaniem mowy. Korzystanie z niego to udręka. W Android Auto wystarczy powiedzieć “Ok, Google – Trasa do Sosnowiec” i już.

Ruch

“Ruch” to dodatkowa funkcja Mapy Google. Możemy ją dodać na pulpit telefonu, jako widget i po kliknięciu otrzymamy komunikat, jak duży jest ruch w naszej okolicy. Warstwa ruchu ulicznego była w mapach Google od jakiegoś czasu, ale dopiero w 2016 r. została ona, w moim odczuciu, w pełni wykorzystana.

Nawigacja bowiem nie tylko prowadzi nas do celu, ale także na bieżąco analizuje natężenie ruchu i jeśli znajduje szybszą trasę, sugeruje zmianę. Propozycja dotyczy nawet kilku minut, np. z Katowic do Bielska, na wysokości Czechowic, informacja o 4-minutowej, krótszej trasie. Dokładność warstwy natężenia ruchu jest tak duża, że jeżdżąc samochodem zaczynam zwalniać, jeśli widzę czerwony kolor na mapie (oznaczenie korka) za ostrym zakrętem.

Google Trips

Sama aplikacja to rozbudowa funkcji “Podróże” skrzynki pocztowej Inbox by Gmail, z której korzystam od dwóch lat. Skrzynka sama wyłapywała maile dotyczące rezerwacji samolotu lub hotelu i tworzyła z nich miły dla oka plan podróży (zdjęcia miasta, informacja o pogodzie).

Teraz możemy zainstalować sobie oddzielną aplikację, która zbiera te informacje a także ułatwia podróżowanie w miejscu docelowym (np. informacja, że w Berlinie nie kupi się biletów komunikacji publicznej inaczej niż za gotówkę).

Ryanair

Dla podróżujących samolotem najbardziej oczywista aplikacja od lat. Tanie linie zrezygnowały już z zbierania haraczu za niewydrukowane karty pokładowe i to dla miły przełom w 2016 r.

Pamiętam kilka godzin przy tablecie, podłączonym do portowej sieci i ciągłe próby odprawy a później chodzenie z pendrive’em i plikiem pdf, aby gdzieś wydrukować karty pokładowe. Teraz wystarczy parę kliknięć. Dziękuję, Ryanair czy AirBerlin!

W domu
Druga grupa aplikacji to bardziej usługi, z których korzystam w domu. Nie tworzą one pewnie domu inteligentnego, ale ułatwiają trochę życie. Np. ciągle nie znalazłem sensownej aplikacji i sprzętu do obsługi oświetlenia domu.
Google Home i Android Wear

To zestaw, który zmienił moje podejście do telefonu w 2016 r. Komórka to już nie tylko urządzenie do dzwonienia czy alternatywa dla komputera. Komórka stała się cyfrowym płucem mojego domu.

Google Home, a dawniej Google Chromecast to przystawka do telewizora czy projektora (cena ok. 180 zł.), pozwalająca przesyłać bezprzewodowo sygnał z telefonu czy komputera. Android Wear to system operacyjny, obsługujący zegarek.

Połączenie tych dwóch aplikacji i sprzętu, daje bardzo ciekawe możliwości. Po pierwsze nie mam ograniczenia co do wielkości obrazu na telefonie, a po drugie nie muszą co chwila wyciągać telefonu. Mam nadzieję, że lepiej przedstawię to na przykładzie trzech kolejnych aplikacji.

Plex

Aplikacja służy do przesyłania obrazu i dźwięku. Jednak dopiero w 2016 r. udało mi się ją skonfigurować tak, że korzystanie z niej stało się przyjemnością. W domu mam mały komputer z podłączonym dyskiem o pojemności 1 terabajt i zainstalowanym serwerem Plex. Gromadzę na nim filmy, muzykę i audiobooki.

Uruchamiając Plex na telefonie widzę wszystkie te pliki w ładnie zaprojektowanym interfejsie (np. film jest wzbogacony o plakat, obsadę i krótkie streszczenie). Dzięki Google Home w Plex wybieram film i klikam, aby wyświetlił go na telewizorze. Zaczyna się seans. Proste?

Plex pamięta, gdzie skończyłem oglądanie i jeśli chciałbym kontynuować na projektorze wystarczy jedno kliknięcie. Plex to dla mnie technologia, która znika, czyli korzystanie z niej staje się tak proste, że aż trudno wyobrazić sobie, jak wcześniej mogło jej nie być.

Zdjęcia

Kolejna aplikacja od Google i dla mnie przykład znikającej technologii. Zwykła przeglądarka do zdjęć, ale która znajdzie wszystkie zdjęcia, a od 2016 r. także korzystając ze sztucznej inteligencji, pozwalająca na ich słowne przeszukiwanie. Sama tworzy kategorię “psy” i “koty” a także rozpoznaje twarze.

Szukając zdjęć wystarczy wpisać “ławka” i dostaniemy nasze zdjęcia z ławkami. Dodatkowo dzięki połączeniu z Google Home wszystkie zdjęcia możemy oglądać na telewizorze czy jak przed laty slajdy, ale tym razem na projektorze.

BitGym

To moje grudniowe odkrycie wśród aplikacji. Czytając jej opis myślałem, że to jakiś program, służący pokazywaniu reklam, a nie program treningowy. BitGym korzysta bowiem z kamery telefonu, aby rozpoznać tempo naszego ruchu.

Dzięki tej funkcji na ekranie telefonu oglądamy rzeczywiste krajobrazy z całego świata, które z kamerą przemierzyli ludzie, tworzący BitGym. Prędkość odtwarzania jest dostosowana do ruchu, wykrytego przez kamerę. Przetestowałem to na moim rowerze stacjonarnym i odczyty z aplikacji są dokładnie takie same, jak z licznika roweru (liczba obrotów na minutę).

Z przyjemnością przez ostatnie tygodnie pokonywałem więc ścieżki Ziemi Ognistej, podziwiając tamy bobrów czy widok na Ushuaia. Co jakiś czas pojawiają się też informacje o terenie, który właśnie pokonujemy (np. na świecie żyje tylko jeden, rdzenny mieszkaniec Ziemi Ognistej).

Aplikacja jest darmowa, przy czym trening jest ograniczony do 10 min. Wrażenia z aplikacji możemy wzbogacić, dzięki Google Home, przesyłając obraz na telewizor lub projektor. Nasz stary rower treningowy staje się wtedy multimedialną zabawką za kilka tysięcy złotych.

A Ty?
Jakie Wy odkryliście aplikacje w 2016 r.? Czy są programy, które ułatwiają Wam życie? Podzielcie się w komentarzach na Facebooku i Twitterze.

Comments are closed.